Spacerem w Gorce – 03.06.2017 r.

Anomalie pogodowe z końca kwietnia spowodowały zmianę terminu tego wyjazdu na czerwcowy. Miałem nadzieję na znacznie korzystniejsze warunki do wędrówki i rzeczywiście, chyba nikt nie pożałował tej decyzji. Aura wynagrodziła długie czekanie pięknym, słonecznym dniem. Napotkaliśmy na trasie wiele miejsc z rozległymi widokami gorczańskich hal i leśnych dolin, gdzie szum potoków i świergot ptaków wynagradzał zmęczenie po przebytej drodze. Tym razem na szlakach nie napotkaliśmy błota, choć idąc skrótami, nie wszędzie było tak sucho. Wspominając tę sobotę, spójrzmy raz jeszcze na mapę, by odnaleźć Lubomierz i leżącą kilka kilometrów na południowy wschód osadę Rzeki. Tam właśnie, na Przełęcz Przysłop dowiózł nas autobus, by wkrótce potem przejechać na miejsce parkowania w Ochotnicy Dolnej. Okolice stacji paliwowej, położonej w tej miejscowości, wyznaczyły docelowe miejsce spaceru. Na wędrówkę mieliśmy do dyspozycji dziewięć godzin, co przy dobrej pogodzie wielu zachęciło do nieco dalszego spaceru. Wyruszając z zatoki postojowej przy przystanku PKS na Przełęczy Przysłop weszliśmy na szlak żółty, by przez Jaworzynkę i piękne polany Adamówki, podejść na Gorc Troszacki. Tam kilka osób poszło dalej na Kudłoń i Przełęcz Borek, a reszta po zmianie koloru szlaku na zielony, a później niebieski, dotarła do pasterskiej chaty zwanej „Papieżówką„. Stamtąd idąc różnymi  wariantami ścieżek  pokonaliśmy wyniosły Gorc, schodząc z niego do Ochotnicy Dolnej. Zastane po drodze widoki zostały utrwalone w galeriach fotografii, do obejrzenia których zapraszam.

Te malownicze pejzaże, czasem nie do końca wiernie zapisane w wyświetlanych obrazach, jeszcze żywo tkwiły w naszej pamięci. Dopiero co zeszliśmy do autobusu a obok, na skraju drogi przy rozległym placu – skład drzewa. Potężne modrzewiowe pnie złożone w pryzmy, jak wielkie ławy zapraszały by na nich spocząć. Pamiętały pewnie czasy austro-węgierskiej monarchii, wojennej trwogi i partyzanckich szarż Żołnierzy Niezłomnych. Teraz w milczeniu i pokorze czekają, by stać się meblem, czy kawałkiem podłogi. Jeszcze nie tknęły ich ostrza tartacznych pił, a już służą ludziom. Kiedyś wzbijały się konarami w niebo, szumiały na wietrze, gubiły zielone igły odradzane co wiosnę, a dziś – leżą niby martwe kłody. Niby, bo przecież żyć będą innym życiem. Przeminie drzewo, będzie pożyteczne drewno. Snując takie filozoficzne treści, potęgowane błękitem nieba rozpostartym nad sąsiednimi wzgórzami i pluskiem wody z potoku Ochotnica, dobiegł do nas dźwięk melodii. Smartfon, choć daleko mu było do koncertowej akustyki, poruszył serca. Po chwili słuchania wydawało się, że zasłyszany tekst ballady, ubrany w piękną, irlandzką melodię, ktoś kieruje do nas. Śpiewający je Zbigniew Wodecki dopiero co odszedł, a przecież tak jak to drewno wciąż jest z nami, służąc nam dorobkiem swego życia. Może kiedyś spoglądał na pokryte wielobarwną zielenią gorczańskie polany i teraz stamtąd, dokąd i my zmierzamy, przytakuje słowom św. Jana Pawła II, wyrytym na pamiątkowym kamieniu strzegącym Papieżówki : „pilnujcie mi tych szlaków”. Bo kiedy nas już nie będzie, niech przyjdą tutaj dzieci naszych wnuków, a dusze ich niech będą równie wrażliwe na piękno i harmonię Bożego Świata.

Czytaj dalej

Reklamy

Spacer na Pradziada – 20.05.2017 r.

Jeden z nielicznych górskich szczytów, który przy ekstremalnie dobrej widoczności można dostrzec z wieży Jasnogórskiego Klasztoru, to Pradziad, wznoszący się najwyżej w sudeckim paśmie Czeskich Jesioników. W maju 2011 roku wybraliśmy się tam w nadziei powtórzenia w o wiele liczniejszym gronie interesującej wycieczki sprzed trzech lat, ale deszczowa pogoda nie pozwoliła wtedy zaspokoić naszych oczekiwań. Spróbowaliśmy więc raz jeszcze, tym bardziej, że jak można dostrzec na historycznych fotkach, obecnie wędrujemy w towarzystwie osób, które dołączyły do nas później. Dla nich była to nowość, a grupka tych, którzy kiedyś już odwiedzili Pradziada, z przyjemnością wybrała się raz jeszcze, by nacieszyć oczy malowniczymi widokami  i powspominać. Niskie chmury niestety spowiły szczyt szarą mgłą, ale na szczęście nie uraczyły nas deszczem.

Tym razem dojechalismy na „dolny parking” w Karlowej Studance, gdzie autobus pozostał do momentu powrotu. Mając od tej chwili niemal cały dzień do dyspozycji, decydowaliśmy jaką przemierzyć trasę. Pomocną w wyborze była analiza map dostępnych pod linkami tutaj albo tutaj lub tutaj. Znajdziemy na nich parking przy wjeździe od Ludwikowa do Karlowej Studanki oraz szczyt Pradziada. Pierwsza z nich po maksymalnym powiększeniu i wyświetleniu w opcji pełnoekranowej, pozwoliła przeanalizować dostępne szlaki i czasy przejść. Pozostałe są bardziej szczegółowe i choć nie opisują szlaków dystansem i czasem, mogą posłużyć do samodzielnego projektowania trasy oraz jej analizy. Przy każdym wariancie trasy, warto było wziąć pod uwagę spacer po Karlovej Studance, która jest urokliwym uzdrowiskowym miasteczkiem, z architekturą mającą swe korzenie w dziewiętnastowiecznych alpejskich kurortach. Do tego interesujący park zdrojowy, który o tej porze roku zdobiły kwitnące krzewy azalii i różaneczników. Nieopodal można było napotkać kilka obiektów oferujących usługi gastronomiczne. Z wielu możliwości ciekawego wykorzystania dnia na aktywny relaks zaproponowałem przed wyjazdem :

  • 1. Pętla na Pradziada i z powrotem spacerem (bez dojazdu autobusem), licząca około 19 kilometrów, przebiegającą szlakami : podejście – niebieski, czerwony, niebieski, zejście – niebieski, czerwony, żółty (wzdłuż potoku Bila Opava). Szczegóły tutaj.
  • 2. Dojazd autobusem z górnego parkingu w Karlovej Studance (przystanek Rest. Hubertus) pod hotel Ovcarna, skąd czerwonym przez Vysoka hole, Kamzicnik, Velky maj i dalej zielonym i niebieskim na Pradziada. Zejście z Pradziada jak w wariancie pierwszym. Trasa liczy ponad 24 kilometry, a jej szczegóły są dostępne tutaj.
  • 3. Dojazd autobusem z górnego parkingu w Karlovej Studance (przystanek Rest. Hubertus) pod hotel Ovcarna, skąd asfaltowa ścieżką za niebieskimi znakami na Pradziada, a stamtąd zejście niebieskim i żółtym szlakiem do Karlovej Studanki. Trasa liczy ok. 13 kilometrów, a jej szczegóły są dostępne tutaj.

Warianty z dojazdem autobusem wymagały pewnej dyscypliny czasowej, ze względu na sztywny rozkład jazdy i konieczność zakupienia biletu, który niezmiennie od wielu lat kosztował 22 KcS. Sprawny czasowo dojazd i słoneczna jeszcze wówczas pogoda, sprowokowały do rezygnacji z autobusu i wyboru podejścia żółtym szlakiem wzdłuż potoku Bila Opava.  Ta koncepcja okazała się ze wszech miar korzystna, dając szansę na bardziej rozległe i perspektywiczne spojrzenie na malowniczą ścieżkę wznoszącą się mostkami i kładkami ponad korytem potoku. Pomimo rezygnacji z dojazdu pod hotel Ovcarnia, również udało się pokonać pętle najdłuższej opcji spaceru, choć w przeciwnym kierunku, co znów miało swoje dobre strony. Pomimo niewidocznych rozległych panoram, zwykle przyciągających uwagę fotografujących, wycieczkę dokumentują galerie fotografii, do obejrzenia których zapraszam.

Czytaj dalej

Z OSiR-em na Baranią Górę – 6.05.2017 r.

Ośrodek Sportu i Rekreacji w Blachowni zaprosił w sobotę 6 maja na całodzienny wyjazd w Beskid Śląski. Szczegóły na stronie internetowej OSiR-u informowały o spacerze z Wisły Czarne na Baranią Górę. W wyjeździe uczestniczyło wiele osób związanych z KKTA. Dziękujemy prezesowi OSiR-u za wsparcie w organizacji wycieczki. Mglista pogoda ukryła to, co w górach najpiękniejsze. Można zatem rzec, że widoki, jakie zastalismy, były na przysłowiową przyszłość. Tak więc, do następnego wyjazdu z OSiR-em. A póki co, zapraszam do obejrzenia fotografii, które dokumentują wycieczkę.