Spacer noworoczny – 07.01.2017 r.

Gdy publikowałem treść zaproszenia na sobotni spacer, trudno było uwierzyć w prognozy nadchodzącej srogiej zimy. Wbrew niedowierzaniu te opinie sprawdziły się z nawiązką. Tęgi mróz, być może nie pozwolił wszystkim chętnym pospacerować po zimowym lesie, ale nie stał się przeszkodą niweczącą ten zamiar. Każdy model aktywnej rekreacji winien nieść przyjemność w niej uczestniczącym, więc na trasie spaceru pojawili się ci, którym skrzypiący śnieg pod stopami, rozgwieżdżone niebo i siarczyste, mroźne powietrze, niosą satysfakcję z takiego towarzystwa. Miejsca, które planowaliśmy odwiedzić, były dość banalne i ogólnie znane z wielu wcześniejszych pieszych i rowerowych wypadów. Jednak ten niezwykły zimowy klimat dodał do znanej powszedniości dodatkowy, interesujący walor. Nie były to jednak jedyne reminiscencje godne odnotowania. Już na początku spaceru uwagę przykuł dziwny obraz pustki, malujący się nad brzegiem stawu na tzw. Ostkach. Ogromne zdziwienie wzbudził u tych, którzy nie zetknęli się wcześniej z dość głośno dyskutowanym w Blachowni ciągu ostatnich dni faktem wycięcia kilkudziesięciu okazałych drzew, porastających brzeg stawu i wysepkę. Pokrętne tłumaczenia wędkarzy wnioskujących o tę barbarzyńską wycinkę i bezmyślność włodarzy gminy, popierających ten akt dewastacji przyrody, odbiły się odzewem w krytycznym felietonie zamieszczonym w częstochowskiej prasie. Dziś śnieg ukrył ślady tego bezrozumnego dzieła, które miało dać jakąś satysfakcję kilku wędkarzom, lekceważąc szacunek dla przyrody i poczucia estetyki kilku tysięcy mieszkańców gminy. Gdyby śniegu nie było, można byłoby zobaczyć partactwo i bylejakość, jakie zostawił po swojej robocie „człowiek z piłą” (tutaj bogaty materiał fotograficzny). Rzec by można człowiek-bóbr, czyli ssak o bardzo małym rozumku, który chyba nie doświadczenie, wiedzę i odpowiedzialność, a filmowe emocje przeniósł z thrillera w naszą, prozaiczną rzeczywistość. A wystarczyło popatrzeć jak wykonywane są zbiegi związane z konserwacją zieleni niemal kilkadziesiąt metrów dalej, na gruntach zarządzanych przez OSiR. Wystarczyło skonsultować swoje zamiary z ludźmi zajmującymi się miejscową gospodarką leśną. Wystarczyło zasięgnąć języka u przyrodników, specjalistów od architektury krajobrazu i inżynierii terenów zielonych. Zdziwienie budzi fakt bezrefleksyjnego zaakceptowania „chciejstwa” kilku nawiedzonych ekspertów w dziedzinie nadziewania glisty na haczyk przez urząd miejski. Wyrządzone środowisku szkody można częściowo zrekompensować, ale trzeba z determinacją wyegzekwować jak najszybsze usunięcie pni z karczowiska, uporządkowanie nabrzeży i nasadzenia nowych drzew. Oczywiście, prowadząc te prace zgodnie z wymogami prawnymi i administracyjnymi, oraz bez przyzwolenia na narażenie obciążeniami budżetu gminy. I ku przestrodze, żądając udokumentowania pokrycia kosztów z pozyskanych przez środowisko wędkarskie funduszy własnych. Tak prozaiczny, zimowy spacer wygenerował sporą dozę emocji, a tocząca się dyskusja podniosła temperaturę wędrówki, łagodząc nieco termiczny dyskomfort.

spacer_20170107__min

Reklamy