Z doliny Chochołowskiej w Tatry Zachodnie – 01.10.2016 r.

Wytrawni miłośnicy tatrzańskich wędrówek twierdzą, że najpiękniej na zachód od Kasprowego bywa wczesną jesienią. Kiedy już po pierwszych przymrozkach, a czasem i śnieżnej zamieci, powróci na chwilę w doliny babie lato, a kopulaste masywy Czerwonych Wierchów i sąsiadujące z nimi szczyty okalające Dolinę Starorobociańską, pokryją się barwą złota, czerwieni, purpury. To naskalna roślinność wysokich turni tworzy wówczas przepiękny teatr barw, pyszniący się kolorami w blasku słońca. Już te przytoczone okoliczności świadczą o konieczności spełnienia kilku warunków, które w wysokich górach nie bywają codziennością. Kiedy zaproponowałem na tegoroczne pożegnanie z Tatrami spacer w okolice Doliny Chochołowskiej, nieśmiało pomyślałem, że może się uda. A rzeczywistość, chyba nawet przerosła oczekiwania, o czym mogli się przekonać ci, którzy zdołali przebrnąć żmudne podejścia z doliny, wspinając się ponad kosodrzewinę na odkryte przestrzenie grani szczytowych. Wiele ciekawych pejzaży można było również dostrzec spacerując dolinami, tak Chochołowską, jak i Kościeliską. Wiele z tych obrazów zostało zarejestrowanych na fotografiach prezentowanych w autorskich galeriach, do obejrzenia których zapraszam.

Warunki jakie zastaliśmy, pozwoliły zrealizować chyba wszystkie plany, a koncepcji na zagospodarowanie dnia było wiele, co przypomina dalszy fragment wpisu z zaproszenia na wyjazd, dostępny pod akapitem „czytaj dalej”.

tatry_zach_2016__min Czytaj dalej

Reklamy

Rowerem do Garnka – 18.09.2016 r.

Tytuł wpisu zabrzmiał zaskakująco, niczym zaproszenie do krainy ludożerców. Na szczęście, aż tak ekscytująco nie było, ale mimo to, wycieczka zaprowadziła nas do wielu ciekawych miejsc i sprowokowała do przemyśleń. Niezrealizowany do tej pory z powodu niepogody wyjazd do Kruszyny miał stanowić część pewnej opowieści, a trasa do Garnka, stałaby się jej kontynuacją. Nic jednak złego się nie wydarzyło przez zmianę tej kolejności, pozostawiając tym samym na później pomysłodawcy „Kruszyny” spełnić swój zamiar. Wspólnym motywem dla obu wycieczek stały się dzieje rodzeństwa Reszke – wybitnych śpiewaków operowych, podziwianych na scenach dziewiętnastowiecznej Europy i Ameryki Północnej. Dzięki dostępnym w internecie publikacjom, choćby  autorstwa pana Andrzeja Siwińskiego,  zamieszczonej na stronie internetowej autora oraz Wacława Panka, mogliśmy niemal chłonąć żywą historyczną materię, dotykając pozostałych po niej śladów. Tych zaś odnaleźć niełatwo, mimo że Józefina, Jan i Edward Reszkowie w drugiej połowie dziewiętnastego wieku byli prawdziwymi gwiazdami najznamienitszych teatrów operowych. Sława szła w parze z pieniędzmi, co czyniło z nich ludzi niezwykle majętnych. Dzięki niepospolitej osobowości byli podziwiani i szanowani. W ich życiu przyszedł moment, że rodzinną Warszawę zamienili na Skrzydlów, Garnek, Borowno, Kłomnice. Tutaj postanowili znaleźć dla siebie miejsce na lata dostatniej, spokojnej starości. Taki właśnie finał powinien być nagrodą za pracę, talent i przyzwoitość. Ale czy był ?…Szary, jesienny, deszczowy dzień, jaki nam towarzyszył, prowokował do refleksji nad życiem i przemijaniem. Więc patrzę na porzucony w zdziczałym ogrodzie, niszczejący dworek Jana, w którym nigdy nie zamieszkał. Spoglądam na pusty park, gdzie niegdyś urzekał wszystkich dwór Edwarda, który spłonął wydany na pastwę sukcesorów powojennej reformy rolnej. Jego właścicielkę – wnuczkę Edwarda tzw. władza ludowa eksmitowała w ciągu godziny, z zakazem powrotu w rodzinne strony. A Józefina, mezzosopran koloraturowy ubóstwiany w Mediolanie, Paryżu, Madrycie, w pełni wielkiej kariery porzuciwszy scenę operową, po zamążpójściu decyduje poświecić się rodzinie i wychowaniu dzieci. Wcześniej, koncertując na ziemiach polskich honoraria i sowite datki przeznacza na cele charytatywne. Chciałoby się rzec wzór dla dzisiejszego świata popkultury. I Matka Polka zarazem, ale gdzie szczęście, kiedy trzeba odejść w wieku 36 lat, w kilka dni po porodzie drugiego dziecka. Deszcz raz mży, raz pada, a spod parkowej altany widać stróżówkę dawnego majątku. Jego właściciel – Edward, powrócił z wielkiego świata do swego siedliska w Garnku i tutaj dopadła go pierwsza wojna oraz choroba, którą wtedy jeszcze nie nazywano schizofrenią. Wolnej Rzeczypospolitej nie doczekał. Ot, takie refleksje o przemijaniu w słotną, wrześniową niedzielę, w którą przyszło zmierzyć się z trasą liczącą prawie 100 km, prezentowaną tutaj. Prócz tych egzystencjalnych wtrąceń, uwagę zajęły również inne ciekawostki i malownicze krajobrazy. Po drodze napotkaliśmy widokowy szlak pieszo-rowerowy z Częstochowy do Mstowa prowadzący brzegiem Warty, Sanktuarium Św. Ojca Pio na tzw. Przeprośnej Górce, Klasztor we Mstowie, cmentarz choleryczny w Wancerzowie, zespoły dworsko-pałacowe w Kłobukowicach, Skrzydlowie, Rzekach Małych, Garnku, Małusach, zabytkowy kościół w Żurawiu. Deszczowa pogoda ograniczyła możliwości dotarcia do wszystkich planowanych miejsc, ale mimo tych trudności myślę, że warto było się wybrać, zmierzyć z przeciwnościami i oddać się chwili zamyślenia o zawiłościach ludzkich losów.

garnek_2016__min

Rowerem na Apel Jasnogórski – 13.09.2016 r.

Wracając do tradycji rowerowych wyjazdów na Jasnogórski Apel Maryjny, zapraszam zainteresowanych we wtorek 13 września, na godzinę 19.45 pod kościół parafialny przy ulicy Sienkiewicza, skąd przez Gorzelnię  wyruszymy na Jasną Górę. Przy niesprzyjającej pogodzie, przesuniemy wyjazd na inny dzień. Proszę pamiętać o sprawnym oświetleniu rowerów i zabraniu ze sobą (w miarę posiadania), kamizelek i elementów odblaskowych.

apel_1_min

Dziesięć lat Kapliczki św. Huberta.

Jednym z miejsc dość blisko związanych z naszą aktywnością jest źródełko i stojąca przy nim kapliczka św. Huberta. W jej pobliże prowadzą spacerowe i biegowe ścieżki. Przy niej spotykamy się co roku, by uczestnicząc w polowej eucharystii,  zamykającej letni sezon spotkań. Można powiedzieć o współistnieniu, zamkniętym jubileuszem dziesięciu lat trwania. Sięgając pamięcią wstecz do dnia konsekracji Kapliczki, o którym można znaleźć wpis na na jednej z pierwszych stron naszego blogu, przychodzi refleksja o przemijaniu czasu, o trwaniu symboli i przywiązaniu do wartości, które pozwalają ciekawiej i bardziej wartościowo żyć. Nim sami podsumujemy nasze klubowe dziesięciolecie, w niedzielę 4 września przyjęliśmy zaproszenie leśników, myśliwych i miejscowego proboszcza – ks. Krzysztofa Krulika, na uroczysty jubileusz konsekracji „Uroczyska św. Huberta”.  Msza św., myśliwski poczęstunek i wspomnienia o darczyńcach, dzięki którym to miejsce jest wciąż piękne, wypełniły chwile spotkania. Podsumowując, zrodziło się ciekawe spostrzeżenie, że pomimo otaczających nas na co dzień aktów wandalizmu, obrazów zdewastowanego mienia publicznego, Kapliczkę i Źródełko szczęśliwie ominęły takie doświadczenia. Oby było tak dalej. Czy zaś spełniły się wizje, o których pisałem 10 lat temu, każdy z nas może osądzić.

10-lecie_kapliczki