Śladami Jana Pawła II – wycieczka w Beskid Mały; 26.04.2014 r.

Krople deszczu szemrzące pośród wczesnowiosennej zieleni. Krzyk spłoszonego ptaka i szara wata chmur, pełzająca w doliny. To sceneria powitania u wrót drogi, która zaprasza w beskidzką krainę. I kapliczka, niby ościeża tej wędrówki. Później będzie ich jeszcze wiele. Matka Boska zatroskana, Chrystus Frasobliwy, św. Barbara, św. Hubert… Stoją na straży ludzkiej pamięci. Nie powstały dla ozdoby, ale z potrzeby serca. Może ból i rozpacz były ich fundamentem. Może radość i dziękczynienie. Czy stały tutaj, gdy kilkunastoletni Karol wędrował  z bratem lub ojcem po wzniesieniach sąsiadujących z jego rodzinnymi Wadowicami? Historia mówi, że większość z nich powstała później. Większość, choć niektóre pewnie pamiętają tamte czasy. Może stanął pod krzyżem, który dziś wskazuje ramionami drogę na Leskowiec, pytając : czemu ja, Panie ? Jak Hiob przygnieciony ciężarem nieszczęść. Nam pewnie lżej. Deszcz mniejszy i jakby wokół pojaśniało. Jeszcze chwila od rozłożystego krzyża  na szczycie i spoza drzew wyłania się schronisko. Tłoczno. Prawie sama młodzież. Ale przecież On aż do ostatniej godziny bycia pośród nas, chciał być im bliski. Mówił, że młodzi to pierwsi apostołowie obecnych czasów.  Przyszli tak jak i my na górę Jego imienia. Do kaplicy, w której pozostawił cząstkę siebie. Ta, wzniesiona na siedemdziesiąte piąte urodziny Papieża Polaka, zaprasza do modlitwy. Od jutra jej patronem będzie już oficjalnie Święty Jan Paweł II. Spoglądamy tutaj na tę świętość, całujemy relikwiarz i wspominamy nasze z Nim spotkania. Przede wszystkim te częstochowskie i jasnogórskie, kiedy nas odwiedzał. Dziś, jakby z rewizytą, jesteśmy kilkanaście kilometrów od Wadowic, na Groniu, nazwanym w latach osiemdziesiątych papieskim imieniem. Do Kaplicy zaprasza jej gospodyni – pani Maria Jakubowska – Szczotka, której serdecznie za gościnę dziękujemy. Pośród wspomnień i modlitwy, możemy znów przeżyć, choćby przez chwilę, tamte uniesienia. Właśnie tutaj, gdzie tak niedaleko „wszystko się zaczęło”.
Stroma droga, pełna błota wiedzie w dół. Gdyby iść na wprost, jej kresem będzie wadowicki rynek. Nam jednak, trzeba pójść przez Gancarz – do Andrychowa. Stąd znów kapliczki wytyczają szlak. Te małe zawieszone na pniach drzew i bardziej okazałe, otoczone płotkami, przystrojone girlandami kolorowych wstążek. Ich barwy coraz śmielej połyskują w przezierającym przez kłębowisko chmur słońcu. Za ostatnim wzniesieniem już Andrychów, a na niebie oazy błękitu. Cieplej i radośniej. Z Pańskiej Góry przepastny widok na okoliczne wzniesienia zamykające horyzont i na biel kwitnących sadów, ścielącą się u ich stóp. Widok łagodny, pełen harmonii i klasycznego piękna. Ciekawe jak wiele zmieniło się w tym pejzażu od czasów, gdy być może spoglądał na niego gimnazjalista Karol Wojtyła, kreśląc zagubione w otchłani czasu „Ballady beskidzkie”.  Myślę, że wiele takich nawiązań, zastygłych we wrażliwej osobowości Papieża budziło się później, gdy już drzwi Sykstyny otworzyły inną ścieżkę przeznaczenia. Myślę i niemal słyszę schodząc z Pańskiej Góry coś co podświadomość przywoła wersem znajomej poezji :
Jakże przedziwne jest Twoje milczenie
we wszystkim, czym zewsząd przemawia
stworzony świat…
co razem z zatoką lasu
zstępuje w dół każdym zboczem…
to wszystko, co z sobą unosi
srebrzysta kaskada potoku,
który spada z góry rytmicznie
niesiony swym własnym prądem…
—  niesiony dokąd ?
I nie bez przyczyny, tu i teraz słowa zamknięte medytacją „Tryptyku Rzymskiego”, dopełnią bogactwa wrażeń i zamyśleń napotkanych na papieskim Szlaku.

leskowiec_2014_minPrzebyta drogę można zanalizować na różnych mapach dostępnych tutaj, a jej techniczne szczegóły są dostępne pod tym linkiem.

Czytaj dalej

Reklamy

Wielkanoc 2014 r.

Życie, to ciągłe wędrowanie gęstwiną ukrytych ścieżek. Pospiesznie lub z trudem wspinaczki. Z mapą i przewodnikiem, lub błądząc,  by w końcu z bagażem doświadczeń, mądrością z porażek i pewnością wyboru odnaleźć jaśniejący w oddali trakt. Czasem, bez spojrzenia wstecz. Jakże często jesteśmy w drodze, jak uczniowie Zmartwychwstałego Chrystusa. Nieświadomi, rozgoryczeni, pokonani. Pewni ludzkim osądem o swej samotności. A On był pośród nich. Dziś też jest z nami. Jego nauka, obietnica, ofiara. Stajemy na rozdrożu. Pod drzewem krzyża lub przydrożnym świątkiem. Pójdź tam, podpowiadają ich rozpostarte ramiona. Czy posłuchamy? Czy rozpoznamy Jego oblicze ? Czy też, rozpamiętując doznane krzywdy, ze ściśniętym sercem będziemy iść dalej i dalej, bezkresną podróżą, niczym do ewangelicznego Emaus ? Gdy zabrzmią rezurekcyjne dzwony Wielkiej Nocy Zmartwychwstania, spróbujmy odnaleźć sens tej wędrówki i cel drogi życia. Wsłuchajmy się w liturgiczne przesłanie tych Świąt. Przyjmijmy dar Ukrzyżowanego, który ofiaruje nam egzystencjalny ład, kojący niepewność jutra i niosący wewnętrzny pokój, co niech stanie się  świątecznym życzeniem, wespół z obietnicą wiecznego szczęścia, zapisanego testamentem Golgoty i przeznaczonego każdemu z nas, u krańca ścieżki czasu, brukowanej kamiennymi tablicami Prawa.

wielkanoc_2014

Spacer wokół Jeziora Turawskiego – 30.03.2014 r.

iemal z każdym dniem wiosna coraz odważniej zaczyna wkraczać w świat przyrody. Warto się temu bliżej przyjrzeć. Tym bardziej, gdy jeszcze zieleń drzew nie przesłania odleglejszych widoków. By uatrakcyjnić ten pomysł, zaproponowałem spacer wokół Jeziora Turawskiego. Jego ekosystem stanowi bogate siedlisko przyrodnicze. Szczególnie dla ptaków, które w tym okresie są bardzo interesującym przedmiotem obserwacji. Mimo obecności wielu spacerowiczów i rowerzystów, dało się dostrzec ciekawe okazy ptaków leśnych, wodnych i brodzących. Ptasi wątek zbiegał się z obserwacją niskiego stanu wody głównego zbiornika, co kojarzyło zebrane wcześniej informacje o niepokojach ekologów i mieszkańców okolicznych sołectw. Ponoć trudno pogodzić te interesy, gdy literą prawa jest bezosobowa biurokracja, ukryta za doktryną tzw Ptasiej Dyrektywy, będącej elementem projektu ochrony przyrody Natura 2000. Fachowcy i znawcy przyrody twierdzą jednak, że da się te oczekiwania spełnić bez szkody dla którejkolwiek ze stron sporu. Trzeba jednak wykazać elastyczność i rozsądek. Planowana trasa, którą poznaliśmy na styczniowym joggingu miała liczyć  niespełna 23 km (mapa interaktywna). Jednak piękna pogoda i wątki historyczne sprowokowały do zejścia z wału brzegowego zbiornika i odwiedzenia Szczedrzyka, Kotórza Wielkiego i Turawy. Ta decyzja wydłużyła spacer do prawie 28 kilometrów (mapa ze śladem, dane z gps-a), prowokując do poznania przeszłości tej ziemi i jej gospodarzy. Zapisane wędrówką obrazy,  napotkane pamiątki, kościoły, pałac przybliżyły osobowości właścicieli turawskiego majątku. Można o nich przeczytać choćby tutaj lub tutaj. Patrząc na to, co pozostało, można też śmiało powiedzieć – to ludzie bogaci. Czy jednak szczęśliwi ? Anna Barbara Garnier, Pani na Turawie, Kotorzu i wielu mniejszych okolicznych wsi, będąc matką czternaściorga dzieci umiera w samotności, pochowawszy dwóch mężów i wszystkie, zmarłe we wczesnej młodości dzieci. Cóż warte takie bogactwo ? Tak więc, oprócz uroków przyrody i pięknego wiosennego dnia, towarzyszyło nam egzystencjalne zamyślenie i mała nuta filozofii. Jak to zwykle w życiu bywa.  Wędrówkę rozpoczęliśmy i zakończyliśmy w miejscowości Jedlice. To co zastaliśmy po drodze, zostało zapisane na fotografiach, do obejrzenia których zapraszam.

turawa_2014_min